wtorek, 23 listopada 2010

Dziennikarstwo w nowych mediach

W Internecie stapiają się w jedno wszystkie klasyczne media, a co za tym idzie, wszystkie formy prezentacji. Nie wszystko jednak, co oferują media klasyczne, jest dziennikarstwem a więc także w przypadku nowych mediów nie wszystkie formy wypowiedzi mogą aspirować do tej kategorii.[1] Poza internetowymi odpowiednikami wydań papierowych gazet, w sieci funkcjonują samodzielne portale (opiniotwórcze i branżowe), niedostępne w formie drukowanej. To samo dotyczy internetowych stacji radiowych i telewizyjnych. Redakcja i edycja treści, jej podział, nawigacja i hipertekstowość podyktowane są specyfiką medium - wymagają więc nowego podejścia oraz dodatkowej pracy redaktorów. Jednak nowe media to także nowe formy narracji (także dziennikarskiej) i początek nowej ery: dziennikarstwa obywatelskiego.



Ruchy oddolne

Omówione wyżej przemiany oraz postęp związany z ewolucją demokratyczną są naturalnym wynikiem rozwoju ruchów społecznych i ich form w sieci globalnej. Nowe media jako forum dyskursu publicznego pozwalają łączyć tradycyjne formy dziennikarskie z „amatorskimi” formami będącymi wynikiem inicjatyw oddolnych (spotykanymi do tej pory m.in. pod postacią notek blogowych, wypowiedzi na tzw. stronach domowych, etc.). Coraz częściej pod wpływem ruchów mających na celu systematyzację i ujednolicenie pojęć a także w wyniku propagowania właściwych kierunków (dziennikarskich) i dobrego stylu (także dziennikarskiego) media profesjonalne wspierają dziennikarzy-amatorów w ich działaniach. Jak podaje Wikipedia:


dziennikarstwo obywatelskie (ang. citizen journalism) „to rodzaj dziennikarstwa uprawianego przez nieprofesjonalnych dziennikarzy w interesie społecznym. Jego powstanie i rozwój wiążą się z internetem, bo to medium - w przeciwieństwie do prasy, radia czy telewizji - umożliwia każdemu interaktywne współtworzenie swojej zawartości i jej masowy kolportaż. Internet pozwala na tworzenie i publikację artykułów w czasie rzeczywistym oraz wspólną pracę w sposób wirtualny dziennikarzy z całego świata”.[2] I dalej: „z dziennikarstwem obywatelskim wiążą się szczególnie informacyjne portale internetowe, które pozwalają internautom na współtworzenie - w różnym stopniu - swojej zawartości.”[3]



Transformacja trwa

Próba zespolenia w jeden twór dziennikarstwa tradycyjnego z dziennikarstwem obywatelskim uświadamia, że[4]:

  • sieć globalna otwiera przed dziennikarzami nieograniczone możliwości researchu (dane, archiwa, źródła z całego świata dostępne są 24 godziny na dobę);
  • rośnie presja na redakcje o coraz większą aktualność informacji (przez Internet można uczestniczyć na żywo w wielu ważnych wydarzeniach światowych);
  • serwisy społecznościowe, oparte na chęci do dzielenia się informacją, staną się wkrótce najszybciej rozwijającą się częścią Internetu.

Przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych Ameryki badanie wśród pełnoletnich Internautów (5384 respondentów) wykazało, że 55% z nich sądzi, że dziennikarstwo obywatelskie odgrywać będzie w przyszłości główną rolę w nowych mediach. Na pytanie: "Czy rozwój niezależnych mediów internetowych stwarza wielką szansę dla rozwoju zawodowego dziennikarstwa?" 53% badanych odpowiedziało twierdząco a na: "Czy Internet ma pozytywny wpływ na ogólną jakość dziennikarstwa?" twierdząco odpowiedziało aż 76%.[5]


Jak podają Chyliński i Russ-Mohl, młodzi ludzie o wiele bardziej chcą wiadomości na żądanie, czyli zawsze wtedy, gdy jest im akurat potrzebna. Chcieliby kontroli nad mediami, a nie kontroli ze strony mediów; chcieliby podrążyć, poddać rzeczy w wątpliwość, spojrzeć na nie z innej perspektywy (co daje się zaobserwować na przykładzie blogów, komentarzy i forów).[6]


Urbanowicz na swoim blogu pisze, że dzięki globalnej sieci i nowym technologiom, zwykli ludzie mogą dziś uczestniczyć na szeroką skalę w procesie tworzenia informacji, zarezerwowanym dotąd dla profesjonalnych wydawców i dziennikarzy. Gdy niektórzy z nich (użytkownicy sieci) wysyłają maile i sms-y do różnych redakcji, inni sami otwierają własne media - blogi tematyczne, tworzą diaporamy(internetowe albumy zdjęciowe), etc.[7] Jednym słowem media w drodze transformacji (z mediów tradycyjnych do nowych mediów) wychodzą poza ramy nadawcy a sieć globalna staje się ogólnodostępnym forum dyskursu publicznego. Podział na role przestaje zatem istnieć – zacierają się granice pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu (dziś dziennikarz z taką samą ciekawością czyta wpisy i artykuły użytkowników, z jaką ów czytelnik czyta artykuły wspomnianego dziennikarza). Poza tym, jak pokazuje życie, wartość merytoryczna oddolnych informacji często nie odbiega od standardów tradycyjnych redakcji[8].



Nowe media, stare prawa

Pamiętajmy jednak, że nowe medium wcale nie musi wymuszać zmiany norm dziennikarskich. Pomijając rozwiązania techniczne i odmienną formę prezentacji, Internet to tylko kolejny kanał dystrybucji informacji. Jak podają Chyliński i Russ-Mohl (2007), w Internecie pełno jest „ziarna i plew, prawd, kłamstwa i półprawd, a prasa – w obawie przed pozostaniem w tyle – często publikuje bez sprawdzenia to, co już wszyscy wiedzą, czyli na przykład fragmenty internetowych blogów, albo posty anonimowych internautów. Koniec końców, wszyscy ściągają od siebie nawzajem, mieszając fikcję i rzeczywistość.”[9]


Obecna sytuacja zmierza prawdopodobnie do tego, że z gąszczu licznych portali informacyjnych wyłoni się grono „markowych” produktów branży informacyjnej, które zdobyły już renomę na rynku mediów tradycyjnych. Z drugiej strony, analiza nowych tworów pozwala postawić równie prawdopodobne stwierdzenie, iż nowopowstałe portale informacyjne niezwiązane wcześniej z żadnym z wydawców są w stanie być konkurencyjnymi dla markowych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w ich przypadku mamy do czynienia z tzw. procesem wyjścia z Internetu w media tradycyjne (w przeciwieństwie do procesu wejścia mediów tradycyjnych w Internet, jak to się zwykło potocznie mawiać). Najnowszy trend na rynku potwierdza wzajemną konwergencję mediów: media tradycyjne po wejściu w Internet, wprowadzają nowe kanały dystrybucji początkowo w sieci, po czym wychodzą z nimi z Internetu (np. przypadek Gazeta.pl, która powstała na bazie „Gazety Wyborczej”, stworzyła własną telewizję internetową i obecnie planuje uruchomienie własnej stacji nadającej w paśmie telewizji kablowej).




Nota historyczna

Do popularności dziennikarstwa obywatelkiego przyczynił się utworzony w 2000 r. południowokoreański serwis Ohmynews, którego twórca ukuł termin dziennikarz-obywatel (ang. Citizen reporter). Jego sukces (głównie dochody z reklam, z których portal wypłaca dostawcom treści honoraria) zachęcił inne koncerny medialne na całym świecie do tworzenia podobnych stron. 

Fundacja Wikimedia w listopadzie 2004 uruchomiła angielskie Wikinews, a 19 lutego 2005 jego polską wersję. W Polsce w kwietniu 2006 r. Thinkmedia otworzyła serwis iThink.pl, a Polskapresse serwis Wiadomości24.pl. W maju 2006 został otwarty serwis EIOBA.pl. Jesienią 2007 roku ruszył portal Kierunek Europa. W lipcu 2007 roku portal Interia.pl uruchomił serwis Interia360.pl. W marcu 2008 roku Media Regionalne uruchomiły MM Moje Miasto - projekt regionalnego dziennikarstwa obywatelskiego.[10]




[1] Chyliński M., Russ-Mohl S. (2007). „Dziennikarstwo”. Warszawa: Grupa Wydawnicza Polskapresse, s. 190.

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziennikarstwo_obywatelskie (data cytowania: 23 listopada 2010, godz. 01.29).

[3] http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziennikarstwo_obywatelskie (data cytowania: 23 listopada 2010, godz. 01.29).

[4] Chyliński M., Russ-Mohl S. (2007). „Dziennikarstwo”, op. cit., s. 189-190.

[5] http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziennikarstwo_obywatelskie (data cytowania: 23 listopada 2010, godz. 01.29).

[6] Chyliński M., Russ-Mohl S. (2007). „Dziennikarstwo”. Warszawa: Grupa Wydawnicza Polskapresse, s. 189-190.

[7] Urbanowicz K. (2006) „Dlaczego media ignorują dziennikarstwo obywatelskie? Bo go nie rozumieją i obawiają się go!": http://mediacafepl.blogspot.com/2006/01/dlaczego-media-ignoruj-dziennikarstwo.html (data cytowania: 23 listopada 2010, godz. 01.38).

[8] Kaznowski D. (2007). Nowy marketing w Internecie”. Warszawa: Difin, s. 59.

[9] Ibidem, s.188-189.

[10] http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziennikarstwo_obywatelskie (data cytowania: 23 listopada 2010, godz. 01.38).

czwartek, 11 listopada 2010

Ścieżka cyfrowej plotki

Krótka historia współdzielenia

Historia cyfrowego współdzielenia informacji (ang. sharing)  sięga 1969 roku, kiedy w pierwszej prawdziwej sieci komputerowej ARPANet (ang. Advanced Research Projects Agency Network) zostały połączone komputery uczelni Stanford i UCLA. Intencją jej twórców było stworzenie takiego środowiska i zapewnienie takiej technologii, które umożliwią zdalną, dwukierunkową (wielostronną) wymianę informacji pomiędzy naukowymi, rządowymi i wojskowymi ośrodkami. Po wprowadzeniu znaku „@” w 1971 dla oddzielenia nazwy użytkownika od komputera, w 1973 roku wiadomości e-mail stanowilły już 75% aktywności sieci ARPANet. W 1974 roku powstał dokument, który opisywał założenia TCP (ang. Transmission Control Protocol) – protokołu umożliwiającego połączenie podobnych do ARPANetu sieci w tak zwaną sieć inter-network, która nie miałaby centralnego sterowania, tworząc tym samym podwaliny pod obecną sieć internetową.1

Lata osiemdziesiąte upłynęły pod znakiem rozwoju techonologii oraz nowych środowisk, z których do czasu powstania WWW (ang. World Wide Web) w 1991 roku i pierwszej przeglądarki internetowej (Mosaic) w 1993 roku, korzystali głównie spcjaliści zajmujący się informatyką, telekomunikacją i rozwojem sieci. Dopiero rozwój stron WWW (wprowadzenie graficznych interfejsów), który zbiegł się z premierą nowego systemu Windows (1995), wprowadzenie serwerów do masowej obsługi kont pocztowych (np. hotmail, w Polsce polbox, wp.pl), rozwój technologii P2P (ang. peer-to-peer – równy z rónym) umożliwiającej wymianę plików oraz powstanie takich portali jak Google (1998), Wikipedia (2001) przyczyniły się do popularyzacji gobalnej sieci, kreując i podsycając potrzebę bieżącego aktualizowania informacji nie tylko o wydarzeniach politycznych i gospodarczych, ale także tych związanych bezpośrednio z samym użytkownikiem, jego środowiskiem lokalnym, zainteresowaniami (z biegiem czasu coraz węższymi i dziwniejszymi) oraz znajomymi.2


Media społecznościowe, czyli: poka, poka!

O ruchu współdzielenia informacji możemy w pełni mówić opisując zdarzenia i aktywności zaistniałe w sieci globalnej po 2004 roku, kiedy zaczęto mówić o i wdrażać ideę Web 2.0 oraz social media. Twórcą terminu social media jest Chris Sharley, który opisał aplikacje internetowe umożliwiające użytkownikom łączenie się między sobą, wymianę i generowanie treści. Pierwszą platformą social media był Digg, który zrewolucjonizował tradycyjne metody odszukiwania i generowania treści, demokratycznie promując newsy i linki wybrane przez społeczność. Niewiele później powstały najbardziej popularne dziś portale o charatkerze społecznościowym oparte na tej samej zasadzie: Facebook (2004), YouTube (2005), Twitter (2006). Rok 2007 przyniósł produkcję iPhone’a, telefonu bogatego w aplikacje umożliwiające mobilny dostęp do social media; jego popularność sprawiła, że inni producenci telefonów komórkowych i urządzeń przenośnych zaczęli kopiować i projektować nowe rozwiązania będące kontynuacją idei Apple.3

Potrzeba dzielenia się informacją była w człowieku od zawsze (odsyłam do wątku "Prehistoria sieci" w notce "reMedium"). Z jednej strony chcemy informować naszych bliskich o tym, co właśnie przeżywamy (MMS-y wysyłane z wakacji, które zastąpiły tradycyjne kartki pocztowe), dzielić się z nimi emocjami, łączyć się z nimi w chwilach radości (zjawisko przeciążenia sieci telefonii komórkowej w sylwestrową noc) i smutku (wzrost liczby wysyłanych SMS-ów po katastrofie smoleńskiej). Z drugiej strony lubimy dokonywać swoistego pozycjonowania siebie w świadomości naszych znajomych (zwłaszcza tych dalszych) - umieszczamy linki do recenzji obejrzanego właśnie filmu, teledyski ulubionych wykonawców, opinie o czytanej książce, zdjęcia produktów, zdjęcia nas z produktami, filmy z koncertów, etc.; w ten sposób, poprzez przedstawianie siebie w określonym kontekście rzeczy i miejsc, opisujemy siebie jako wyznawcę pewnych wartości, człowieka operującego określonymi atrybutami. Wydawać by się mogło: co to kogo obchodzi?! Nic bardziej mylnego - uwielbiamy podglądać innych i sami lubimy być podglądani (do momentu, kiedy sami dozujemy ilość informacji na swój temat).


Sharing dziś

Dziś trudno jest wyobrazić sobie Internet bez opisanych wyżej rozwiązań. Sam Facebook posiada ponad 30 000 serwerów obsługujących ruch jego użytkowników wewnątrz portalu. Wszyscy użytkownicy połączeni są ze sobą nawzajem a reguła Milgrama o maksymalnie sześcu ogniwach łączących dwoje dowolnych ludzi na kuli ziemskiej nabiera nowego znaczenia: żeby dotrzeć do dowolnego użytkownika sieci wystarczy sześć klinięć myszą (przeglądając znajomych znajomych w portalach społecznościowych). Ważne społecznie informacje, atrakcyjne, bądź szokujące treści, ciekawe newsy, wartościowe idee obiegają cały świat w mgnieniu oka: użytkownicy, by się nimi podzielić coraz rzadziej korzystają w tym celu z e-maili a informacje współdzielą i oznaczają (tagują) w taki sposób, by dotarło do nich jak najwięcej użytkowników golbalnej sieci, korzystając z dostępnych narzędzi social media.

Z narzędzi tych coraz częściej korzystają także dziennikarze. Jak wynika z badania Uniwersytetu George'a Waszyngtona i firmy badawczej Cision, większość dziennikarzy i wydawców korzysta z mediów społecznościowych jako źródeł informacji. 56% zapytanych uznaje, że portale społecznościowe są ważne w pracy dziennikarskiej. Jednak 84% z nich korzysta z tych informacji w sposób ostrożny, uznając je za mniej wiarygodne niż te dostarczane przez tradycyjne media. Każdy z amerykańskich dziennikarzy korzysta z usług Google, a aż 61% zagląda do Wikipedii. Spośród mediów społecznościowych, 89% dziennikarzy korzysta z blogów a portale społecznościowe, takie jak Facebook i LinkedIn są źródłem dla dwóch trzecich przebadanych osób. Zaledwie połowa zapytanych przegląda Twittera w poszukiwaniu informacji potrzebnych do stworzenia materiału dziennikarskiego.4


Sharing jutro

W 2009 roku Philip Kaplan zaproponował rozwiązanie pasywnego współdzielenia (ang. passive sharing) informacji o zrobionych właśnie zakupach. Stworzona przez niego platforma blippy.com umożliwia połączenie karty kredytowej z portalami social media – tym samym informacje o wszystkich transakcjach finansowych zrealizowanych przez użytkownika tej platformy automatycznie pojawiają się na wskazanych portalach społecznościowych.5 Gdybym zgodził się na takie wtargnięcie w moją prywatność, na moim wallu na Facebooku pojawiłby się dziś taki komunikat: Grzegorz Millsky Młynarski spent 30zł at Mela Verde / 3 hours ago.

Nic nie stoi na przeszkodzie, by w ten sam sposób połączyć wszystkie karty, którymi się posługujemy. Nasi znajomi (a także nasze rodziny, nasi szefowie, konkurencja, etc.) mogliby na bieżąco obserwować, kiedy i na jakiej stacji wsiadamy do metra (Grzegorz Millsky Młynarski get train on Centrum / 2 hours ago), kiedy i gdzie spędzamy wolny czas (Grzegorz Millsky Młynarski enter Holmes Place / 26 hours ago), jaką rozrywkę preferujemy (Grzegorz Millsky Młynarski watched "Mine Vaganti" in Multikino / 3 monhts ago) albo gdzie się leczymy (Grzegorz Millsky Młynarski spent 100zł at Elmed / 2 weeks ago). 

Połączenie wszystkich kart w jedną (rynek powoli się do tego przygotowuje - już dziś dostajemy karty łączace wiele marek usługowych, np. Program Pay-Back) oraz wdrożenie systemu do spójnego zarządzania transakcjami i aktywnościami umożliwiłoby automatyczne prowadzenie dziennika codziennych aktywności. Pasywny sharing dla wybranych zdarzeń połączony z geolokalizacją i systemem ocen, czy rekomendacji mógłby zrewolucjonizować rynek usług.

Wyobraźmy sobie sytuację: wchodzę do kina, dzięki "zbiorczej" karcie dokonuję zakupu biletu, zbieram punkty za lojalność i pobieram napój z automatu. Oglądam film, wychodzę z kina, odpalam iPhona. I teraz najważniejsze: "zbiorcza" aplikacja (połączona ze "zbiorczą" kartą) pyta mnie, jak oceniam film; wprowadzam ocenę, aplikacja pyta, czy chcę współdzielić tę informację - klikam: tak, informacja z godziną, lokalizacją kina, oceną, etc. trafia na mój wall na Facebooku, Blipie i Twitterze; następnie wybieram znajomych, którym chcę rekomendować film - wybrani dostają wiadomość na maila.

Jestem  leniwy - taka aplikacja skróciłaby wiele procesów. Uwielbiam dzielić się z moimi bliskimi rzeczami, które warto zobaczyć. Gdybym miał więcej czasu albo takie narzędzie, robiłbym to non-stop. A Wy? Puśćcie tę notkę w świat - chcę poznać Wasze zdanie :].


---

1 Grynis A. (2009), „Historia Internetu w pigułce”. Thenextweb: http://thenextweb.com/pl/2009/11/25/historia-internetu/ (data cytowania: 11.11.2010, godz. 15.22).

2 Ibidem.

3 Ibidem.

4 Miller M. (2010). „Portale społecznościowe typu Facebook i Twitter są dla dziennikarzy ważnym źródłem informacji”. www.em-jak-media.blgospot.com: http://em-jak-media.blogspot.com/2010/02/portale-spoecznosciowe-typu-facebook-i.html  (data cytowania: 11.11.2010, godz. 14.48).

5 Siegler MG (2009), „Want Everyone To See Your Credit Card Transactions? Of Course You Do. Meet Blippy.”. TechCrunch:  http://techcrunch.com/2009/12/11/blippy/ (data cytowania: 11.11.2010, godz. 19.10).